Zaczynało się od czytania, od kilku zdań, które każdy słyszał tak samo, choć każdy odnajdywał w nich coś innego: ślad dawnej rozmowy, znajome wahanie, myśl, której dotąd nie udało się nazwać. W Bibliotece Otwartej w Łodzi cudza historia powoli splatała się z własną.
Rozmowy wędrowały ku relacjom, ku temu, co pamiętamy i co z biegiem czasu zaczynamy rozumieć inaczej. Wracało pytanie o bliskość, ale też o samotność — tę, której czasami potrzebujemy, żeby usłyszeć siebie. Jedna wypowiedź przywoływała następną, a przeczytany fragment nabierał nowych znaczeń, kiedy ktoś opowiadał, co w nim dostrzegł.
Bywało, że rozmowa porywała wszystkich. Bywało też cicho. Można było przez chwilę posiedzieć, usłyszeć dźwięki dochodzące z otoczenia, spojrzeć uważniej na to, co znajdowało się tuż obok. Potem przenieść na papier kolor, słowo, kilka zdań. Zwyczajna chwila, której w innym dniu być może nikt nie poświęciłby uwagi, stawała się czymś wartym zapisania.

„Wczoraj rano…” — od tych samych słów zaczynały się historie tak różne, jak różne były osoby, które je pisały. Czytane na głos budziły ciekawość, prowadziły do pytań i kolejnych opowieści. Pisanie przynosiło radość, a wraz z nią ochotę, by spróbować jeszcze raz, także później, we własnym domu.
Te spotkania w ramach projektu Libraries of Emotions for Good dawały czas na takie próby. Na wypowiedzenie myśli, zanim stanie się całkiem jasna. Na słuchanie. Na odkrycie, że w cudzych słowach można odnaleźć coś własnego, a własnymi podzielić się z kimś, kto usłyszy w nich więcej, niż się spodziewaliśmy.

